Dlaczego SHOWTIME MOUNTAINS?

Ludzie dzielą się na tych, którym nie trzeba tłumaczyć po co się idzie w góry i na tych, którym tego w żaden sposób nie wytłumaczysz. Ktoś mądry kiedyś coś takiego rzucił w eter, w środowisku się przyjęło. Ludzie obojętni zostali wobec tego obojętni, ot cała historia. Tymczasem bynajmniej tak nie musi być. Tą „stronkę” tworzymy właśnie po to, aby obalić tą całą tezę. Na ten moment jesteśmy górskimi ogórkami, Januszami/Andrzejami i Grażynami sprzed telewizora. Coś tam gdzieś tam byliśmy, coś zobaczyliśmy. Tylko tyle i aż tyle. Pozwólcie, że będę wypowiadał się w swoim imieniu, Asia, która jest głównym pomysłodawcą w razie potrzeb, chęci i własnych możliwości dorzuci swoje trzy grosze.
Chciałbym chronologicznie wszystko ułożyć, ale co niektóre sprawy potraktuję dość pobieżnie. Od dzieciaka ganiałem za piłką, było to całe moje życie. W między czasie w 1 klasie podstawówki wybrałem się na kolonie do Zakopanego i od tego momentu zakochałem się również w górach, do których chętnie wracam po dziś dzień. Traktowałem je jako ciekawostkę, piękne miejsce na mapie Polski, tajemnicze i majestatyczne. W wakacje zamiast nad morze, czy do ciepłych krajów zawsze chciałem w góry.  Nie znaczy to, że zawsze tam jechałem… Wróćmy jednak do piłki. Poświęciłem jej prawie 25 lat swojego życia, trenowałem najciężej, jak tylko mogłem. Rzekomo miałem jakiś talent, ale Bóg/los ktokolwiek w cokolwiek wierzy chciał inaczej i nie było mi dane zrobić kariery o jakiej marzyłem. Według mnie nie jest sztuką kopać się po 1/2/3 i dalej ogórkowych ligach i przebierać się za piłkarza. Można tak robić, póki jesteś stosunkowo młody i perspektywiczny – 25 lat to absolutne maksimum. Wiadomo, są goście, którym odpala w starszym wieku – Vardy, albo mój człowiek król strzelców Grzegorz Piechna – pozdrawiam serdecznie Kiełbas! Nie co dzień wstaje słońce, nie wszystkim w życiu odpali tak jak powinno. Sam 2 razy kroiłem kolano i to też może być jakieś wytłumaczenie, ale potem patrzę na Efira, który pół życia spędza na krojeniu i dalej się podnosi i będzie wymiatał. Zdrowia Bracie!  Również pozdrawiam! Ja finalnie dałem sobie spokój z graniem, ćwierć wieku zaraz mi stuknie, to dość poważna data i trzeba zmienić w końcu priorytety. Lepiej późno, niż wcale. Oficjalnie wyjechałem do Danii pracować i GRAĆ, ale tutejszy futbolowy świat i wszystko co z nim związane zniechęciło mnie już totalnie do tego wszystkiego. Przyszła błaha kontuzja i definitywnie podjąłem decyzję o pierdolnięciu tym wszystkim w kąt. Buty rozdałem dzieciakom na święta, sprzęt zostawiłem sobie na siłkę i do biegania. Tyle o piłce, wracam do niej sporadycznie kopnąć się w czoło na hali. Żal mi dupę ściskał przez pierwsze 2 tygodnie, od tamtej pory jest tylko lepiej. NIE ŻAŁUJĘ.
Okej, może teraz o tym dlaczego góry. Jestem zaczarowany górskim światem od pierwszego kroku na Gubałówkę, do dziś pamiętam jaki podniecony wbiegałem na tą śmieszną górkę. Kolejnym czynnikiem może być moje pierwsze miejsce zamieszkania w Świdniku, otóż prosto z mojej klatki w bloku u Babci wychodziło się naprzeciw gigantycznej jak na tamte czasy górę – Szklankę! I na koniec, wisienka na torcie. Moja największa inspiracja i motywator górski – Mama. Podobnie jak ja od najmłodszych lat związana ze sportem, uprawiała wszystko co się dało poza trawą… od której rzyga. W góry na poważnie ruszyła już po 40stce, co samo w sobie nie jest najgorsze biorąc pod uwagę fakt, że do „walki z górami” ruszyła ze słabej pozycji. Miała wypadek na spacerze z psem(jak to brzmi?), po którym przeszła szereg operacji i długotrwałą rehabilitację. Więzadła urwane, rzepka przesunięta o 90 stopni, żyć nie umierać. Zawzięła się w sobie, wyleczyła i zarazem doszła do takiej formy, że wielu moich rówieśników może jej tylko pozazdrościć. Prowadzi własny biznes, „started from the bottom now we here” można by zanucić. Nie musi szukać sponsorów swoich wypraw, sama je sobie sponsoruje. To taka piękna niezależność, do której sam chcę dążyć i mocno wierzę, że też będzie mnie stać i kiedyś zadam sobie najlepsze możliwe pytanie „KTO BOGATEMU ZABRONI?” Znacie odpowiedź? Pewnie, że znacie. Nikt nie zabroni. Stąd mój zagraniczny wojaż do ciepłych nadbałtyckich krajów. Kopenhaga to piękne miejsce do życia, serdecznie polecam.
Historię mamy po krótce za sobą, teraz mogę przejść do meritum, a więc do całego tego przedsięwzięcia. SHOWTIME MOUNTAINS! Czyli ogólnie ma być show cały czas, ma się kręcić, ma być interesująco, intrygująco i nieszablonowo. Jak wspomniałem we wstępie na ten moment jestem Andrzejem sprzed telewizora, wiedzę na temat turystyki wysokogórskiej mam mocno powierzchowną. Brałem udział w kursie skałkowym, gdzie zarażony pasją Pani Joanny Piotrowicz mocno zacząłem zastanawiać się nad porzuceniem dotychczasowej pasji na rzecz gór. No i mnie przekonała cholera… Będę Jej wdzięczny do końca życia. Na ten moment jestem jedynie kandydatem na kandydata na Taternika, Alpinistę, czy Himalaistę. Skąd pomysł na stronkę, bloga, fejsbunia i tym podobne? Ma być autentycznie. Wiadomo, początkowo będzie typowa Januszada, klepanie tekstów i relacji w stylu dzisiejszego. 22 lutego ruszamy na kurs turystyki wysokogórskiej do Zakopanego. Tam planujemy zrobić solidną relację i będzie to pierwsze poważne przetarcie. Będziemy kręcić filmiki, wrzucać zdjęcia, może uda nam się zrobić jakiś wywiad? Z nami będziecie mogli zobaczyć wszystko od samego początku, od typowych górskich amatorów do… No właśnie zobaczymy do kogo. Sky is the limit. Jeśli stawiać sobie cele to ambitne. Moim celem/marzeniem jest zdobycie Korony Himalajów i Karakorum. Wszystkich 14 ośmiotysięczników. Do tego dochodzi Korona Ziemi, do tego wszystkie inne równie piękne i czarujące góry. Jeśli Bóg pozwoli i zdrowie dopisze wiem, że wszystko jest możliwe.  Kokodzambo i do przodu – to moje motto. A nie, czekaj to nie tak. MARZENIA SIĘ NIE SPEŁNIAJĄ. MARZENIA SIĘ SPEŁNIA.

Oskar

 

Pewnie wielu z was zastanawia się: dlaczego góry? A dlaczego nie? Każdy z nas ma swoją pasję/hobby/coś, co sprawia radość. Do tej pory moją pasją była piłka ręczna. Wyjechałam do Danii z zamiarem dalszego uczęszczania na treningi, jednak na przeszkodzie stanęła kontuzja kolana. Gdy lekarz poinformował mnie, że mogę zapomnieć o ręcznej – łzy stanęły mi w oczach i zdałam sobie sprawę z tego co straciłam, ale… widocznie tak miało być. Świat się nie kończy, dalej żyję, a piękne wspomnienia zostaną na zawsze.

Teraz zaczynam kolejny etap w życiu, nową przygodę, której chcę się poświęcić w 100%. Tak się złożyło, że podobnie jak Oskar ja również od małego co roku jeździłam na kolonie w góry. Nigdy nie chciałam nawet zobaczyć polskiego morza. Od początku naszego związku przynajmniej raz/dwa razy w roku jeździmy do Zakopanego. Dobrze się tam czujemy, chociaż raz przeceniliśmy swoje możliwości i schodziłam z góry z płaczem… Trzeba znać umiar! Poza tym cały czas jest przy mnie osoba, dzięki której to wszystko ma miejsce.

Moja największa motywacja i autorytet-Ania Łubińska. Szczerze mówiąc nie znam silniejszej kobiety od niej. To ona namówiła nas na pierwszy poważny wyjazd, pożyczyła sprzęt, książki. Zaraziła nas swoją pasją i jesteśmy jej za to bardzo wdzięczni.

Oczywiście gdzieś w środku jest ten lęk, że nie dam rady i się poddam, ale nawet jeśli tak będzie, to czy stanie się coś złego? Wręcz przeciwnie. Będę silniejsza i bardziej zmotywowana! Jak już wspomniał Oskar, dopiero zaczynamy przygodę z górami, ale chcemy pokazać wam wszystko od samego początku.

Poza typowymi relacjami z wypraw i treningów będę dzielić się z wami przepisami na zdrowe i szybkie dania i przekąski. Gotowanie sprawia mi ogromną radość, chociaż zajmuję się tym dopiero odkąd jestem w Danii. Sama nie wiem jak do tego doszło, bo nigdy nie przepadałam za przygotowywaniem potraw na uczelnie lub do pracy. Teraz mogłabym siedzieć w kuchni cały dzień i wymyślać nowe przepisy, a potem oczywiście zajadać się słodkościami, ponieważ to właśnie ciasta lubię robić najbardziej! Będę dodawać proste, a zarazem smaczne przepisy i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Ja postaram się dać z siebie wszystko i mam nadzieje, że będziecie z nami!

Asia