Kurs wspinaczki hakowej

Pierwszy weekend po Wielkanocy wraz z chłopakami z KW Lublin spędzamy na Jurze. Wydawać by się mogło, że sprawa dość banalna i prosta, bo każdy szanujący się łojant jedzie w skałki wraz z nadejściem sprzyjającej aury, jednak tym razem jest to wyjazd o trochę innej charakterystyce. Naszym celem jest „odczarowanie” hakówki, czyli nauka wspinania techniką hakową.

Zacznijmy od początku i małego wprowadzenia. Pomysłodawcą całej imprezy był Przemek Olekszyk, jak dla mnie niezastąpione kompendium wiedzy i partner na kursie. Drugi zespół tworzyli himalaiści z prawdziwego zdarzenia – ludzie, którym mógłbym co najwyżej nosić sprzęt. Mowa tu o Robercie Cholewie i Grześku Bielejcu. Jak to w życiu bywa okazali się mega wyluzowanymi i fajnymi facetami na poziomie, a wykaz ich dokonań w górach przyprawia o zawroty głowy. To samo tyczy się naszego instruktora Piotrka Sułowskiego, tu zacytuję stronę www.alpstudio.com.pl : „[…] od 2013 roku, jako członek kadry narodowej we wspinaczce wysokogórskiej, brałem udział w wyjazdach i wyprawach m.in.: Doliny Yosemite w Kalifornii; Indian Creek w Utah (St. Zjednoczone); w Himalaje Garhwalu (Indie); do szkockich Highlands; w góry Kaukazu Centralnego zarówno od Rosyjskiej, jak i Gruzińskiej strony; w góry środkowej Norwegii; w góry Elburs w Iranie; wielokrotnie w Alpy Francuskie, Szwajcarskie, Włoskie i Austriackie.” Ogólnie – grubo. Chłopaki od Tatr po Himalaje, a z nimi ja, rok po letnim taterniku. Na szczęście nasza wiedza na temat hakówki była na podobnym poziomie, więc tutaj nie musiałem się zamartwiać.

Pierwszego dnia spotykamy się na krakowskim Zakrzówku o 9. Siadamy wygodnie na trawie i zaczynamy od teorii. Piotrek wyciąga cały swój szpej, my wyciągamy swoje zabawki. Pierwszy kontakt ze sprzętem do haczenia, ławki, kości, fifki, kontrfifki, microtraxion, małpy, friendy, długie repy – ok 10m średnica 3-6mm, daisy chain (2 sztuki na osobę teoretycznie), luźne karabinki zakręcane i niezakręcane. Poznajemy style haczenia, skalę trudności, zagrożenia, ogólnie „co z czym się je”. Instruktor pokazuje nam przewodnik po big wallach z Yosemite, oglądamy najdokładniejsze schematy dróg ever, które uwzględniają nawet listę sprzętu, który przydaje się w ścianie. Mega rzecz.

Po części teoretycznej przechodzimy do praktyki. Pierwszy wyciąg pokazowo prowadzi Piotrek, a my bacznie się przyglądamy. Patrząc z boku wszystko wydaje się proste i logiczne. Kostka w szczelinę, testowanie i w górę. Rzeczywistość szybko sprowadza nas na ziemię. W momencie, gdy to my jesteśmy w ścanie pokonanie wyciągu zajmuje nam godzinę. Coś, co w wykonaniu profesjonalisty wyglądało na łatwe, proste i przyjemne nam sprawia nie lada wyzwanie. Pierwsze koty za płoty. Koło 17 kończymy tę nierówną walkę ze ścianą i zbieramy zabawki. Na dobitkę zajeżdżamy pod Łabajową i tam wstawiamy się w jakieś proste drogi. Potem zakupy i wracamy do bazy, gdzie spotykamy innych członków naszego KW. Kolacja, integracja i do spania.

Drugi dzień zmagań zaczynamy tam, gdzie skończyliśmy pierwszy, czyli na Łabajowej. Piotrek podwiesza linę na wysokości kilku metrów i pokazuje nam techniki podchodzenia na drugiego. Tutaj powtarza się sytuacja z dnia poprzedniego, on „wbiega” po linie na górę i szybko zjeżdza, a my pocimy się, jak świnie na 3 metrach podejścia. Z czasem każdy łapie o co w tym wszystkim chodzi, a najlepiej z nas radzi sobie Przemo, pewnie dzięki doświadczeniom z pracy (wrodzonemu talentowi?). Kolejna rzecz to pokonywanie trawersu i próba uniknięcia fatalnych w skutkach wahadeł. W międzyczasie poznajemy różne patetny przydatne nawet podczas zwykłej wspinaczki, robimy zdjęcia i notatki. Pod skałkami już niezłe tłumy, parking zawalony od samochodów. My kierujemy się w stronę legendarnej (obsranej) Fiali i Wzgórza 502. To tutaj działa słynny Gówniarz/Gówniak/Zasraniec. My mamy do pokonania 2 wyciągi. Pierwszy, trochę dłuższy jest mój, kości jakby siadają lepiej, systematycznie, powoli pnę się do góry. Trafia się jeden moment, w którym nie bardzo wiem co wsadzić, kończy się na prusiku wciśniętym w ucho skalne. Na wyciągu obok Panowie Himalaiści też radzą sobie zdecydowanie lepiej, niż dzień wcześniej. Wszystkie operacje zajmują jednak sporo czasu, punkty asekuracyjne zakładamy gęsto, na drodze roi się od ekspresów. Zakładam stan z 3 punktów, na to pająk i chcę ściągać Przemka. Wszyscy mnie wyśmiali, bo przecież mam zostawić poręcz, a on ma się wciągnąć na małpach. Faux Pas. Mea culpa. Naprawiam tego bubla, partner może iść do góry i czyścić wyciąg. Tutaj następuje zmiana ról. Przemek ciśnie swój kawałek drogi, ja podchodzę za nim i zbieram zabawki. Z góry schodzimy na lotnej, na dole dzielimy się sprzętem i wymieniamy uwagi. 2 dni intensywnej nauki, patentów i zupełnie nowego sprzętu. Jak powszechnie wiadomo, dobrze wspinać się z lepszymi od siebie i chłonąć od nich wiedzę, więc z wyjazdu wracam z głową przepełnioną nowymi doświadczeniami i umiejętnościami.  Mega przygoda, super partnerzy i instruktor. Teraz tylko wszystko zapamiętać i w razie potrzeby umieć wykorzystać wiedzę w praktyce. Na koniec wrzucam ogólny zarys zajęć, który dostaliśmy od Piotrka przed kursem.

Zarys programu:

teoria:

– sprzęt używany w hakówce – clean i tradycyjnej

– skale trudności

– style

– zagrożenia

 

praktyka:

– pokonywanie dróg techniką hakową

– poręczowanie wyciągów

– rodzaje haków – sposoby ich osadzania i skutecznego wyciągania

– podhaczanie, również  terenie mikstowym

– pokonywanie trawersów i okapów

– „czyszczenie” wyciągów przez drugiego w okapach i trawersach

– różne sposoby podchodzenia na linie

– oględnie o takich technikach jak: backcleaning, high-stepping w ławce.

 

To by było na tyle, dzięki, cześć!