Joanna Zuza Markiewicz, Wojowniczka na szczycie

Bohaterką tego wpisu jest Joanna Markiewicz, czyli Zuza. Poznaliśmy się podczas kursu turystyki wysokogórskiej, gdzie zostaliśmy certyfikowanymi turystami… Od początku bardzo przypadliśmy sobie do gustu, mimo kilku lat różnicy uważam, że doskonale się z Zuzą współpracowało. Niesamowicie mocna kobieta, przygotowana na każdą ewentualność. Wyjście w góry z Nią to czysta przyjemność i pewność, że jeśli Ty czegoś nie masz, ona na pewno to ma. Pełna energii, pomysłów i… jaj. Tak, zdecydowanie można powiedzieć, że to kobieta z jajami. Mega pozytywna postać. Oto, co nam powiedziała:

O sobie. 

-Jak się nazywasz?

Joanna Zuza Markiewicz, lat 40. Pochodzę z Kujaw. Do Poznania zawędrowałam na studia. Potem kilka lat mieszkałam w Niemczech, ale po pewnym czasie wróciłam do Poznania. To tu jest moje ukochane miejsce. Mam grono przyjaciół, ulubione miejsca. Tu lubię wracać, tu jest mój dom.

-Czym zajmujesz się na co dzień? 

Uwielbiam fotografować. Czasami śmieję się sama ze siebie, że jestem jak japońska turystka – pstrykam wszystko co mi się spodoba dookoła. Ale już gorzej jest z obróbka i puszczaniem tych zdjęć w świat. Uwielbiam także podróżować. Zwiedzać ciekawe, albo całkiem zwyczajne miejsca, spotykać nowych ludzi. Smakować dziwne potrawy. Co jakiś czas, gdy za długo siedzę w jednym miejscu, potrzebuję – jak ja to określam tzw. “zmiany tapety”.

 

Aby być w dobrej formie, codziennie staram się być w ruchu. W sumie to dopiero po studiach zaczęłam systematycznie uprawiać sport. Wcześniej miałam awersję do w-fu.

Obecnie moją bazą jest joga, bieganie, bodyArt i capoeira. Zimą śmigam na łyżwach i chodzę na saunę. Latem przesiadam się z tramwaju na rower.

 

-Hobby?

hmm… Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że moją pasją jest odkrywanie i poznawanie nowych form ruchu.

Na studiach zaczęłam jeździć na nartach zjazdowych, zainteresowałam się tańcem.

w zeszłym roku wyjechałam ze znajomymi do Jakuszyc i zakochałam się w biegówkach. W tym roku był kolejny wyjazd i niezapomniana jazda nocna przy czołówkach.

w zeszłym roku uczestniczyłam w Winter Campie i miałam możliwość spróbowania jazdy na skiturach, drytooling, a raczej wood-tooling, bo pogoda się nie spisałam i nie było ściany lodowej tylko drewniana.

 

Natomiast w Szwecji, w pięknej zimowej scenerii poznałam co to jest Tripskate – jazda na szwedzkich łyżwach wraz z szkoleniem samoasekuracji (czyli wpadaniem i samodzielnym wychodzeniem z bałtyckiego przerębla).

W lutym tego roku uczestniczyłam w zimowym kursie turystyki wysokogórskiej – i tam właśnie się poznaliśmy.

Aha.. oprócz tego jeszcze pracuję, choć moi znajomi twierdzą, że chyba pracuję tylko 26 dni w roku, a resztę spędzam w górach i na wyjazdach…chciałabym, aby tak było 😉

 

Góry.

-Pierwszy raz w górach.

Pierwszy raz w górach byłam z rodzicami jako mały brzdąc i niewiele z tego pamiętam. Potem były wyjazdy szkolne. Ale w pełni świadomy i samodzielny wyjazd, i do tego jeszcze zimowy (!) był w 2010 roku (wcześniej były góry, ale tylko na nartach zjazdowych).

W lutym 2010 z koleżanką ruszyliśmy na podbój Śnieżki. Przed wyjazdem przygotowywałam się gorliwie na poznańskiej Malcie – śniegu było tu pod dostatkiem, więc brnęłam w zaspach, testując buty, stuptuty i czołówkę.

Po zdobyciu Śnieżki wróciłam z kontuzją kolan – uszkodziłam ścięgna boczne. Niestety wtedy moją forma dawała wiele do życzenia.

-Najmilsze wspomnienie.

Mam całe mnóstwo wspaniałych chwil związanych z pobytem w górach i wspólnym wędrowaniem, spaniem – czy raczej próbą spania w namiocie na lodowcu i nocnych rozmowach.

Ale szczególnie pamiętam ten moment, kiedy stanęłam na wierzchołku Rysów w 2011r. i poczułam się wyjątkowo. Poczułam się Panią Wszechświata. Nigdzie wyżej już wtedy nie mogłam wdrapać się w Polsce 😉

 

-Najgorsze wspomnienie,

Skostniałe z zimna palce u rąk. Wchodziliśmy na Elbrus. dobre 6 godzin wspinania w ciemności, tylko przy świetle czołówki i w zimnie, zanim wyszło upragnione słońce.

Przegapiłam moment kiedy mogłam jeszcze rozgrzać palce, bo skupiłam się na podejściu.

Gdy zatrzymaliśmy się na krótki postój na łyka herbaty i posilenia się, poczułam przeraźliwy ból palców, nie mogłam ich zgiąć. Ledwo zsunęłam plecak z siebie, ale nie mogłam go otworzyć. Poryczałam się. Z bólu, z bezsilności. To nie tak miało być! Całe szczęście szłam z fantastyczną ekipą. Beatka wcisnęła mi do ust kawałek batona, a do rękawiczek chemiczne ogrzewacze. Natomiast Artur napoił mnie ciepła herbatą. Zaczęłam ruszać palcami i je rozgrzewać. Już nie chciałam zawracać. Ale do dziś pamiętam jak dobre 3h później ok. 6 rano nieśmiało wychodziło słońce i wszyscy prawie biegliśmy do niego, aby czym prędzej opuścić zacienioną ścieżką Elbrusa Wschodniego.

Po powrocie do domu jeszcze dobre 2 tygodnie nie czułam opuszków palców. Całe szczęście wszystko wróciło do normy.

 

 

-Najlepszy partner/partnerka,

W górach dobrze się czuję w towarzystwie osób, które myślą i działają w podobny do mnie sposób – “nadają na tych samych falach”. Wielogodzinny trekking, zmęczenie, spadek formy, niewygodne spanie w namiocie, albo w sali wieloosobowej z chrapiącą ekipą sprawiają, że człowiek jest wystawiony na próbę. Czasami wystarczy słowo, albo jakiś głupi tekst, aby rozładować napięcie, jakiś smakowity kąsek, czy kubek ciepłej herbaty podsunięty pod nos.

 

-Ulubiony szlak?

Już samo wejście na każdy szlak, sprawia, że ciarki przechodzą przez moje ciało i cieszę się na to co przyniesie wędrówka.

Najbliżej Poznania są Karkonosze i często tu wracam. To jest mój rejon, gdzie najchętniej grasuję 😉

Na początku stycznia pojechałam z koleżanką w rejon Przełęczy Okraj/ Małej Upy. Wybrałyśmy szlaki, gdzie przez całe dni spotkaliśmy jedynie kilka osób. To był też doskonały czas i miejsce na przetestowanie nowych zimowych butów i ciepłych skarpet. Test wypadł znakomicie przy odczuwalnej temperaturze -28 st.

 

-Największy górski sukces?

Przede wszystkim to każdy bezpieczny powrót do domu.

Nagłe załamanie pogody może sprawić, że zostaniemy uwięzieni w miejscu, gdzie nie można już ruszyć ani w dół, ani w górę. Tak miałam gdy burza gradowa zatrzymała mnie i moich znajomych na łańcuchach przed Rysami. Innym razem wyruszyłam na Babią Górę w piękną słoneczną pogodę, a tuż przed wierzchołkiem rozpętało się piekło. Dookoła Diablaka grzmiało i huczało. Chwilę siedziałam ukryta w kosodrzewinie, ale gdy burza nie ucichła podjęliśmy decyzję o odwrocie. To było akurat w moje urodziny. Śmiałam się potem, że zamiast odgłosu korku od szampana, słyszałam trzaskające pioruny.

Dużym sukcesem dla mnie jest zdobycie góry Kazbek. W stacji Meteo byłam 3 razy. Za pierwszym razem musieliśmy się wycofać ze względu na załamanie pogody, ale mając fantastyczną aklimatyzację przemieściliśmy się do Rosjii weszliśmy na Elbrus. W nocy prawie pokonał mnie przeraźliwy mróz, ale za to w dzień była pogoda “brzytwa”.

Ale jednak tu przemarzłam okrutnie. Kiedy wróciliśmy pod Kazbek, zaczynało się u mnie przeziębienie. Podczas podejścia szybko traciłam siły. Sapałam jak lokomotywa. I ok 500 m przed szczytem podjęłam decyzję o powrocie do Meteo. Ogromne łzy kapały na śnieg. Nasz przewodnik Jaba powiedział mi wtedy: “Nie płakaj. Góra poczeka.” No i poczekała! Rok później wspięłam się na szczyt góry Kazbek. Góra poczekała, a ja pamiętam, jak duszą na ramieniu przekraczałam to plateau. To miejsce, w którym rok wcześniej podjęłam decyzje o odwrocie.

-Co czujesz w górach?

Już na sam widok gór czuję dreszczyk emocji. Krew w żyłach zaczyna szybciej pulsować. Wiem, że zaraz zarzucę plecak na ramiona, będę wędrować i podziwiać przepiękne widoki albo kroczyć we mgle, sapać i pocić się.

Wszystko nagle staje się prostsze. Idziesz noga za nogą, szlak pnie się czasem do góry czasem w dół, robisz przerwy, aby się posilić, albo na krótki odpoczynek. Tu życie jest prostsze, choć wcale nie mniej wymagające.

-Górskie plany na najbliższy okres?

Wędrówka po Gorganach.

 

-Górskie marzenia?

Na koniec kilka łamigłówek do rozwiązania:

PCT, GSB, GR20 południowe – bo północne już przeszłam. Fajnie też byłoby się tu wdrapać: 4478, 6962 i 5895 metrów n.p.m. Planów jest dużo, czas pokaże co z tego wypali 🙂

Do zobaczenia na szlaku!

Wszystkie zdjęcia są własnością naszej Bohaterki.