Góry nie lubią ludzi z przypadku

Nasz człowiek, nasza Mami – Ania Łubińska udała się z wizytą do Formy na Szczyt. Oto jej obszerna relacja:

Góry nie lubią ludzi z przypadku, prędzej lub później weryfikują tych, którzy w nich przebywają – to takie moje przemyślenie z kilkuletnich doświadczeń w wysokich górach.

Każda wyprawa dawała mi nowe doświadczenie, pokazywała jakie błędy popełniłam, z których staram się za każdym razem wyciągać wnioski na przyszłość. Ostatni rok (średnio co 2 miesiące byłam w górach) pokazał, że w pewnym momencie dochodzi się do ściany i niczym się jej nie przebije. Już w połowie roku słyszałam (i trochę czułam ale udawałam, że nie!), że przesadzam, że przetrenowuję się, że za dużo, że nie regeneruje się itp. ale uparcie dążyłam do zrealizowania swojego planu. Wynik: kontuzja, wycieńczenie organizmu i niekończąca się infekcja, kompletna niechęć do treningów i totalna niemoc. Te skutki zmusiły mnie do poszukania przyczyn i znalezienia właściwej drogi w przygotowaniach do wypraw górskich. Pomyślałam: dlaczego mam nie wzorować się na naszych najlepszych himalaistach?

I tak odnalazłam Formę na Szczyt!!! W lutym brałam udział w organizowanym przez nich kursie „Przegotowanie kondycyjne do wypraw wysokogórskich. Żywienie i suplementacja”. Mimo, że ze sportem jestem związana od dziecka, mimo, że od kilku lat zdrowo się odżywiam (presja Oskara) zobaczyłam, jak wiele błędów popełniałam przed oraz w trakcie wypraw. Zarówno pod względem treningowym, regeneracyjnym, jak również żywieniowym. Nie będę tutaj ich opisywać, ponieważ jestem zdania, że każde przygotowanie powinno być dobrane indywidualnie do osoby i nie jestem ekspertem ale są rzeczy, o których każdy przygotowujący się do wypraw w góry powinien pamiętać:

-dobry trening,

-regeneracja,

-odpowiednie odżywianie,

-suplementacja.

Już w trakcie szkolenia byłam przekonana, że najlepszym rozwiązaniem dla mnie będzie jak moje przygotowanie górskie powierzę im – Karolowi Hennig i Marcie Naczyk z Formy na Szczyt.

Jeszcze w lutym (mimo mojego oporu, wiedząc w jakim fizycznym stanie jestem po zeszłym roku, praktycznie nie trenując poza mobilizacją, ze względu na lekko rozwalony kręgosłup – tu ukłon w stronę Tomka Ciećko, który pilnuje mnie niczym małą dziewczynkę na zajęciach korekcyjnych w czasie treningów mobilizacyjnych) zrobiłam testy wydolnościowe w warszawskim Sportslabie. Oczywiście wynik mogłam podać jeszcze przed rozpoczęciem (dla mnie: niezadowalający!) ale nie o to chodziło w tym badaniu. Przede wszystkim dr Szczepan Wiecha (fizjolog) ustalił takie parametry mojego organizmu jak:

-strefa regeneracji aktywnej,

-strefa niskiej intensywności,

-próg tlenowy,

-strefa średniej intensywności,

-strefa wysokiej intensywności,

-próg anaerobowy,

-strefa wysokiej intensywności interwałowej.

Na podstawie tych parametrów Karol ułożył mi plan treningowy z ogólnymi założeniami:

-wytrzymałość ogólna,

-redukcja wagi,

-wzmocnienie mięśni górnych i dolnych partii ciała,

-zwiększenie wytrzymałości siłowej,

-polepszenie wskaźników wydolnościowych.

Te treningi robię co drugi dzień przeplatając je z treningami mobilizacyjnymi oraz ogólnorozwojowymi i zawsze kończę każdy trening rozciąganiem i rolowaniem!!! Raz w tygodniu robię dzień odnowy biologicznej: sauna, masaż, hydromasaż i basen. Jestem już po pierwszym miesięcznym cyklu treningowym, czuję się rewelacyjnie i czuję, że buduję swoją formę na szczyt!

Jako zdeklarowana Turystka spod Morskiego Oka uważam, że warto jest szkolić się, dokształcać i korzystać z pomocy profesjonalistów, bo góry nie lubią ludzi z przypadku!

Na zdjęciu od lewej Szczepan Wiecha, Anna Łubińska i Karol Henning.