Człowiek, bez którego nie byłoby tej strony

Otwieramy kolejny rozdział na naszej i waszej stronie, a konkretnie kategorię LUDZIE GÓR.  Będziecie mogli w niej przeczytać historie osób napotkanych w naszym życiu. Osób, które mają dużo ciekawego do opowiedzenia i chcą się tym z nami dzielić. Każdy z nas przeżywa to na swój sposób i każdego warto wysłuchać.

Pierwszym Człowiek Gór jest Marek Stadejek. Człowiek, bez którego nie byłoby tej strony i to całkiem dosłownie. Marek zajmuje się tworzeniem stron i wszystko to, co widzicie jest tylko i wyłącznie jego zasługą. My dorzucimy czasami jakiś tekst, bądź zdjęcia, lecz to właśnie On jest architektem całej tej skomplikowanej maszyny. Oto, co miał nam do powiedzenia:

 O sobie.

 -Jak się nazywasz?

Nazywam się Marek Stadejek mam 35 lat i mieszkam w Lublinie, studiowałem w Lublinie oraz tutaj rozpocząłem swoją przygodę z pracą i tak już zostało.

-Czym zajmujesz się na co dzień?

Jestem malutkim przedsiębiorcą. Zajmuję się tym, co bardzo lubię: reklamą/marketingiem/innowacjami prowadzę własne firmy i zawsze dbam o wszystkich moich klientów. Z zamiłowania jestem również muzykiem, chociaż to słowo brzmi bardzo poważnie. Od nastolatka interesowałem się graniem, zespołami, muzyką – co spowodowało moje zaangażowanie się w kilka zespołów, w których przeżyłem wiele wspaniałych chwil i wiele z tych chwil zostało również uwiecznionych na nagraniach. Aktualnie traktuję to jako hobby do którego wracam z ogromnym sentymentem. Gitar nigdy nie sprzedałem, są ze mną i jak najdłużej.

Góry.

-Pierwszy raz w górach.

Co ciekawe nigdy mnie nie pociągały, miałem swoje przygody za czasów szkoły podstawowej / średniej, a  góry nie wywołały we mnie żadnych dużych emocji do momentu, kiedy zacząłem interesować się tematyką powiązaną z himalaizmem a dokładnie wytrzymałościami ludzkiego organizmu w niekorzystnych warunkach i otoczeniu.

Początkowo była to historia, wojna, obozy koncentracyjne, walka o przetrwanie, po czym delikatnie zboczyłem z drogi i natknąłem się na film o pierwszym wejściu na Mount Everest. Ten film sprawił, że od tamtej pory przeczytałem sporo książek na temat zdobywania wysokich gór, a także obejrzałem wiele filmów o tej tematyce (w sumie to wszystkie jakie są) i tak to się zaczęło.

Pierwszy raz w górach –  zaczęło się do pewnego wyjazdu majowego na Słowację i niewinne wejście na górę Baraniec po słowackiej stronie Tatr, kiedy warunki były dość kiepskie, bardzo duże ilości śniegu i wysiłek który spowodował że łyk grzanego wina i zupy czosnkowej nabrał całkowicie innego smaku. Wtedy wiedziałem, że góry to jest coś, z czym chciałbym mieć bardzo dużo wspólnego. Natomiast do gór podchodzę z ogromnym respektem, w większości chciałbym pozostać z nimi w kontakcie delikatnie na odległość i w strefie ciągłego marzenia, wiem że wszystko co się dzieje powyżej 2500 m.n.p jest dla mnie i mojego zdrowia nieosiągalne.
Natomiast wszystko poniżej 2500 jest to co kocham <3

-Najmilsze wspomnienie.

Wyjazd zeszłoroczny w Wysokie Tatry również po stronie słowackiej w doborowym towarzystwie moich znajomych i rodziny. Pierwszy męski „survival”  który planowany był przynajmniej od 4-5 lat.
Przepiękna trasa na szczyt Mała Wysoka, malownicza, ze zmiennym krajobrazem przechodzącym z pięknej zielni i głębokiego błękitu jezior po skalny surowy i zimny klimat wysokogórski.
Pogoda przepiękna i cudowne pustki na szczycie. Czego można oczekiwać więcej?

-Najgorsze wspomnienie.

Nie mam najgorszych wspomnień, zawsze szczęśliwie i w całości wracaliśmy do domów, więc można ująć to w ten sposób, że moje kiepskie wspomnienia zawsze są najpiękniejszymi ponieważ działy się w tak pięknych okolicznościach przyrody.

– Najlepszy partner/partnerka.

Mam przyjemność przyjaźnić się i być członkiem rodziny, w której są osoby które również kochają góry. Bardzo dobrze czuję się w towarzystwie niezniszczalnych Andrzejów i Mariusza. Nasz ostatni męski wyjazd był bardzo dobrym tego przykładem, zwarci i gotowi, a co najważniejsze zawsze chętni i otwarci na nowe wyzwania.

-Ulubiony szlak, do którego chętnie wrócę?

Nie mam ulubionych szlaków, jest ich tak wiele, że biorąc pod uwagę częstotliwość moich spotkań z górami na pewno nie starczy mi życia na same Tatry.
Bardzo lubię Tatry słowackie, plan na zdobywanie wszystkich szlaków jest bardzo napięty i rozpisany na najbliżej 5 lat. Staram się korzystać z każdej okazji, niestety dużo obowiązków i spraw związanych z życiem osobistym powoduje że tego czasu nie mamy zbyt wiele.

-Największy górski sukces.

Największym sukcesem górskim jest to, że wracam bezpiecznie do domu. Za to dziękuję Bogu i za to, że mogę zobaczyć góry własnymi oczami i dotknąć własnymi rękoma, już nie wspominając o tym że stanąć na szczytach na własnych nogach.

-Co czujesz w górach?

Czuje, że żyje, doświadczam tylu pięknych rzeczy, które nas otaczają. Na myśl od razu przychodzi mi cytat wielkiego wynalazcy i naukowca który swoje „wycieczki” robił również w głąb swojej duszy i ciała.

Mianowicie „życie można przeżyć na dwa sposoby, pierwszy – tak jakby nic nie było cudem oraz tak jakby wszystko to co nas otacza było cudem”. Ja osobiście staram się przeżyć swoje życie wg drugiego modelu.

-Górskie marzenie.

Chciałbym zobaczyć Mount Everest. Wystarczy, że dotarłbym do bazy u podnóża góry. Właśnie to jest moim największym marzeniem. Nic więcej nie chcę, zobaczyć tę górę na własne oczy i posiedzieć patrząc na nią przynajmniej 1 dzień …

Kolejnym moim marzeniem jest aby mieć siły i zdrowie na to aby przynajmniej raz w roku móc pojechać w góry na kilka dni i pooddychać górskim powietrzem. Tak niewiele!

 

Wszystkie wykorzystane zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Marka, któremu bardzo dziękujemy za miłą rozmowę.